Partyzancka ochrona zabytków, czyli jak brano obronę kultury we własne ręce podczas II wojny światowej

Choć w każdym planie ochrony zabytków na wypadek konfliktu zbrojnego znajdziemy zapis „życie ludzkie ma wartość wyższą niż nawet najcenniejszy zabytek”, to najodważniejsi z naszych przodków wielokrotnie ryzykowali wszystko, by zachować dla nas dzieła o szczególnym znaczeniu. To właśnie warunki wojenne w szczególności łączyły wszystkich bez względu na profesję i pochodzenie w działaniach partyzanckich na rzecz ochrony dziedzictwa. Poniżej zebraliśmy najciekawsze historie o szczytnych akcjach prowadzonych „na własną rękę”.
Ukrywanie „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki
9 września 1939 roku na dziedziniec gmachu przy ulicy Narutowicza 4 w Lublinie zajechał wóz konny z niezwykłym ładunkiem. Na platformie znajdowała się 1.5-tonowa skrzynia zawierająca dwa monumentalne dzieła Jana Matejki: „Bitwę pod Grunwaldem” i „Kazanie Skargi”. Te gigantyczne płótna będące symbolami polskiej tożsamości narodowej, wymagały specjalnego zabezpieczenia. Bibliotekarze z Lublina, działając w wielkiej tajemnicy, podjęli się misji ratowania tych dzieł. Profesor Władysław Woyda podjął ostatecznie decyzję o ukryciu „Bitwy pod Grunwaldem” w jednej z podlubelskich wsi. Obraz został umieszczony w specjalnie przygotowanym, zacementowanym sarkofagu, gdzie przebywał przez całą okupację, aż do momentu zajęcia Lublina przez Armię Czerwoną w 1944 roku.

Heroiczna Akcja Pruszkowska
Po upadku Powstania Warszawskiego, gdy stolica leżała w gruzach, a Niemcy systematycznie niszczyli pozostałe budynki, rozpoczęła się jedna z najbardziej spektakularnych akcji ratunkowych w historii, czyli Akcja Pruszkowska. Stanisław Lorentz, dyrektor Muzeum Narodowego, wraz z grupą ochotników organizował wywożenie ocalałych zabytków z ruin Warszawy. Dziesiątki osób każdego dnia ryzykowały życie, dojeżdżając do zrujnowanej stolicy. Uczestnicy akcji musieli lawirować między niemieckimi patrolami, gruzami budynków i minami. Pracowali w przerażających warunkach: wśród ruin, w zimnie, często pod ostrzałem. W Pruszkowie prywatne informacje o ukrytych zabytkach kultury przekazywano dyr. Lorentzowi w domu Mieszkowskich lub wieczorem, w kawiarni Wandy Sucheckiej przy ul. Jodłowej. Ta nieformalna sieć informacji działała niezawodnie przez całą operację.
Ocalenie Ołtarza Wita Stwosza
Historia ocalenia najsłynniejszego polskiego ołtarza to opowieść o niezwykłej odwadze prof. Karola Estreichera i tragicznych konsekwencjach wojennej rzeczywistości. We wrześniu 1939 roku Estreicher, przewidując najgorsze, podjął decyzję o demontażu średniowiecznego arcydzieła. Wraz z zespołem pomocników rozebrał ołtarz na części, starannie zapakował figury i transportem rzecznym spławił je Wisłą do Sandomierza. Figury zostały ukryte w katedrze i seminarium duchownym w Sandomierzu, gdzie przez pewien czas były bezpieczne. Jednak dramat rozegrał się, gdy Niemcy, stosując brutalne metody, zaczęli prowadzić śledztwo w sprawie ukrytych dzieł sztuki. Arcybiskup Adam Sapieha, chcąc uchronić przed torturami aresztowanych Polaków, którzy mogli zostać zmuszeni do złożenia zeznań, podjął bolesną decyzję – ujawnił niemieckim władzom miejsce ukrycia figur. Ołtarz trafił do Niemiec, gdzie przetrwał wojnę. Historia ta pokazuje dramatyczne wybory moralne, przed jakimi stawała ludność cywilna w czasie okupacji.

Dzieła odkrywane po latach
Jednym z najbardziej wzruszających aspektów polskiej akcji ratowania zabytków było spontaniczne zaangażowanie zwykłych ludzi. Na Pomorzu, podczas remontów przeprowadzanych w latach 60. i 70., przypadkowo odkrywano ukryte podczas wojny skarby. W 1966 roku podczas remontu plebanii w Kartuzach odnaleziono dwa zabytkowe kielichy i puszkę, schowane na strychu we wrześniu 1939 roku. W 1970 roku w zabudowaniach gospodarczych przy kościele św. Trójcy w Kościerzynie odkryto ukryty w gołębniku cenny szesnastowieczny obraz „Chrystus na krzyżu”. Schował go tam proboszcz, słusznie obawiając się niemieckiej konfiskaty. Te przypadkowe odkrycia pokazują skalę akcji ratunkowych podejmowanych przez duchowieństwo i zwykłych mieszkańców. Ile podobnych skarbów nadal czeka na odkrycie w polskich strychach, piwnicach i kościelnych ukryciach?
Potrzeba matką wynalazków
Doświadczenia II wojny światowej przyniosły przełom w technikach konserwatorskich i transportowych. Polscy konserwatorzy opracowali metody demontażu skomplikowanych struktur architektonicznych, jak Ołtarz Wita Stwosza, które wcześniej uznawano za niemożliwe do przeniesienia.
Francuzi w Luwrze stworzyli system specjalnych skrzyń transportowych, każda szyta na miarę konkretnego dzieła. Opracowali także metody stabilizacji klimatu w miejscach ukrycia – w zamkach nad Loarą instalowali prymitywne systemy kontroli wilgotności, używając węgla drzewnego i wapna.
Włosi natomiast opracowali techniki ukrywania wielkogabarytowych dzieł w naturalnych grotach i kryptach kościelnych. Najważniejszy był system rotacji ukrytych dzieł, który polegał na regularnym przenoszeniu ich między różnymi kryjówkami. To miało na celu zmniejszyć ryzyko odkrycia przez Niemców.

Przyszłość ratowania zabytków podczas wojny
XXI wiek przyniósł nowe zagrożenia dla dziedzictwa kulturowego. Terroryzm kulturowy jak ten praktykowany niegdyś przez ISIS w Palmyrze czy talibów w Afganistanie, celowo niszczy zabytki jako symbole „obcej” kultury. To zjawisko jakościowo różne od grabieży praktykowanej podczas II wojny światowej. Konflikty asymetryczne, wojny hybrydowe, cyberataki na bazy danych muzealnych – wszystkie te zagrożenia wymagają nowych strategii ochrony. Tradycyjne metody ukrywania fizycznych obiektów muszą być uzupełnione o najnowsze sposoby zachowania dziedzictwa, m.in. takie jak:
Skanowanie 3D i dokumentacja cyfrowa – Ukraińcy masowo skanują zabytki, tworząc cyfrowe kopie na wypadek zniszczenia oryginałów. Projekty jak „Digital Heritage” dokumentują tysiące obiektów.
Systemy satelitarne – Monitoring z kosmosu pozwala na szybkie wykrywanie zniszczeń zabytków i planowanie akcji ratunkowych.
Drony i robotyka – Bezpilotowe pojazdy mogą dotrzeć do zagrożonych zabytków w strefach walk i przeprowadzić wstępną dokumentację.
Autor wpisu: Wiktor Chojnicki
