Partyzancka ochrona zabytków, czyli jak brano obronę kultury we własne ręce podczas II wojny światowej

Opublikowano przez Michał Cichoński w dniu

Ochrona zabytków

Choć w każdym planie ochrony zabytków na wypadek konfliktu zbrojnego znajdziemy zapis „życie ludzkie ma wartość wyższą niż nawet najcenniejszy zabytek”, to najodważniejsi z naszych przodków wielokrotnie ryzykowali wszystko, by zachować dla nas dzieła o szczególnym znaczeniu. To właśnie warunki wojenne w szczególności łączyły wszystkich bez względu na profesję i pochodzenie w działaniach partyzanckich na rzecz ochrony dziedzictwa. Poniżej zebraliśmy najciekawsze historie o szczytnych akcjach prowadzonych „na własną rękę”.

Ukrywanie „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki

9 września 1939 roku na dziedziniec gmachu przy ulicy Narutowicza 4 w Lublinie zajechał wóz konny z niezwykłym ładunkiem. Na platformie znajdowała się 1.5-tonowa skrzynia zawierająca dwa monumentalne dzieła Jana Matejki: „Bitwę pod Grunwaldem” i „Kazanie Skargi”. Te gigantyczne płótna będące symbolami polskiej tożsamości narodowej, wymagały specjalnego zabezpieczenia. Bibliotekarze z Lublina, działając w wielkiej tajemnicy, podjęli się misji ratowania tych dzieł. Profesor Władysław Woyda podjął ostatecznie decyzję o ukryciu „Bitwy pod Grunwaldem” w jednej z podlubelskich wsi. Obraz został umieszczony w specjalnie przygotowanym, zacementowanym sarkofagu, gdzie przebywał przez całą okupację, aż do momentu zajęcia Lublina przez Armię Czerwoną w 1944 roku.

„Bitwa pod Grunwaldem” Jan Matejko 1878 r.

Heroiczna Akcja Pruszkowska

S. Lorentz w Muzeum Narodowym w Warszawie

Po upadku Powstania Warszawskiego, gdy stolica leżała w gruzach, a Niemcy systematycznie niszczyli pozostałe budynki, rozpoczęła się jedna z najbardziej spektakularnych akcji ratunkowych w historii, czyli Akcja Pruszkowska. Stanisław Lorentz, dyrektor Muzeum Narodowego, wraz z grupą ochotników organizował wywożenie ocalałych zabytków z ruin Warszawy. Dziesiątki osób każdego dnia ryzykowały życie, dojeżdżając do zrujnowanej stolicy. Uczestnicy akcji musieli lawirować między niemieckimi patrolami, gruzami budynków i minami. Pracowali w przerażających warunkach: wśród ruin, w zimnie, często pod ostrzałem. W Pruszkowie prywatne informacje o ukrytych zabytkach kultury przekazywano dyr. Lorentzowi w domu Mieszkowskich lub wieczorem, w kawiarni Wandy Sucheckiej przy ul. Jodłowej. Ta nieformalna sieć informacji działała niezawodnie przez całą operację.

Ocalenie Ołtarza Wita Stwosza

Historia ocalenia najsłynniejszego polskiego ołtarza to opowieść o niezwykłej odwadze prof. Karola Estreichera i tragicznych konsekwencjach wojennej rzeczywistości. We wrześniu 1939 roku Estreicher, przewidując najgorsze, podjął decyzję o demontażu średniowiecznego arcydzieła. Wraz z zespołem pomocników rozebrał ołtarz na części, starannie zapakował figury i transportem rzecznym spławił je Wisłą do Sandomierza. Figury zostały ukryte w katedrze i seminarium duchownym w Sandomierzu, gdzie przez pewien czas były bezpieczne. Jednak dramat rozegrał się, gdy Niemcy, stosując brutalne metody, zaczęli prowadzić śledztwo w sprawie ukrytych dzieł sztuki. Arcybiskup Adam Sapieha, chcąc uchronić przed torturami aresztowanych Polaków, którzy mogli zostać zmuszeni do złożenia zeznań, podjął bolesną decyzję – ujawnił niemieckim władzom miejsce ukrycia figur. Ołtarz trafił do Niemiec, gdzie przetrwał wojnę. Historia ta pokazuje dramatyczne wybory moralne, przed jakimi stawała ludność cywilna w czasie okupacji.

ochrona zabytków - ołtarz Wita Stwosza
Zdjęcie z kwietnia 1946 r., uwieczniające moment załadunku ołtarza Wita Stwosza, który wraca do Polski.

Dzieła odkrywane po latach

Jednym z najbardziej wzruszających aspektów polskiej akcji ratowania zabytków było spontaniczne zaangażowanie zwykłych ludzi. Na Pomorzu, podczas remontów przeprowadzanych w latach 60. i 70., przypadkowo odkrywano ukryte podczas wojny skarby. W 1966 roku podczas remontu plebanii w Kartuzach odnaleziono dwa zabytkowe kielichy i puszkę, schowane na strychu we wrześniu 1939 roku. W 1970 roku w zabudowaniach gospodarczych przy kościele św. Trójcy w Kościerzynie odkryto ukryty w gołębniku cenny szesnastowieczny obraz „Chrystus na krzyżu”. Schował go tam proboszcz, słusznie obawiając się niemieckiej konfiskaty. Te przypadkowe odkrycia pokazują skalę akcji ratunkowych podejmowanych przez duchowieństwo i zwykłych mieszkańców. Ile podobnych skarbów nadal czeka na odkrycie w polskich strychach, piwnicach i kościelnych ukryciach?

Potrzeba matką wynalazków

Doświadczenia II wojny światowej przyniosły przełom w technikach konserwatorskich i transportowych. Polscy konserwatorzy opracowali metody demontażu skomplikowanych struktur architektonicznych, jak Ołtarz Wita Stwosza, które wcześniej uznawano za niemożliwe do przeniesienia.

Francuzi w Luwrze stworzyli system specjalnych skrzyń transportowych, każda szyta na miarę konkretnego dzieła. Opracowali także metody stabilizacji klimatu w miejscach ukrycia – w zamkach nad Loarą instalowali prymitywne systemy kontroli wilgotności, używając węgla drzewnego i wapna.

Włosi natomiast opracowali techniki ukrywania wielkogabarytowych dzieł w naturalnych grotach i kryptach kościelnych. Najważniejszy był system rotacji ukrytych dzieł, który polegał na regularnym przenoszeniu ich między różnymi kryjówkami. To miało na celu zmniejszyć ryzyko odkrycia przez Niemców.

Zdjęcie poglądowe – opracowanie nowych technik

Przyszłość ratowania zabytków podczas wojny

XXI wiek przyniósł nowe zagrożenia dla dziedzictwa kulturowego. Terroryzm kulturowy jak ten praktykowany niegdyś przez ISIS w Palmyrze czy talibów w Afganistanie, celowo niszczy zabytki jako symbole „obcej” kultury. To zjawisko jakościowo różne od grabieży praktykowanej podczas II wojny światowej. Konflikty asymetryczne, wojny hybrydowe, cyberataki na bazy danych muzealnych – wszystkie te zagrożenia wymagają nowych strategii ochrony. Tradycyjne metody ukrywania fizycznych obiektów muszą być uzupełnione o najnowsze sposoby zachowania dziedzictwa, m.in. takie jak:

Skanowanie 3D i dokumentacja cyfrowa – Ukraińcy masowo skanują zabytki, tworząc cyfrowe kopie na wypadek zniszczenia oryginałów. Projekty jak „Digital Heritage” dokumentują tysiące obiektów.

Systemy satelitarne – Monitoring z kosmosu pozwala na szybkie wykrywanie zniszczeń zabytków i planowanie akcji ratunkowych.

Drony i robotyka – Bezpilotowe pojazdy mogą dotrzeć do zagrożonych zabytków w strefach walk i przeprowadzić wstępną dokumentację.

Autor wpisu: Wiktor Chojnicki